To westchnienie wyrwało mi się z powodu zakończenia procesu, dotyczącego autorów stanu wojennego -wydarzenia, ktore już trzydzieści lat absorbuje uwagę spoleczeństwa. Sąd Najjaśniejszej , najjaśniej jak potrafił wytłumaczył Polakom, jak do tego doszło. Otóż została stworzona grupa przestępcza, w skład której weszli ukrywający się na rządowych posadach premier, ministrowie, generalicja oraz Eugenia Kempara. W dzień dla niepoznaki chodzili w garniturach/p.Eugenia w sukience/ oraz mundurach wojskowych - nocami , zamaskowani kominiarkami knuli przeciw narodowi , czyścili kałasznikowy i pisali projekty zbrodniczych dekretów, które nocą, 13 grudnia ogłosili. Teraz, kiedy ich podwójna natura doznała ujawnienia, stało się to podstawą do skazania, ale tylko tych, którzy nie zdążyli umrzeć ze starości. Dobrze im tak, bo nie przewidzieli rozwoju wydarzeń, zwłaszcza tego, że paręnaście lat później ich czyny IPN uzna za zbrodnię komunistyczną, nawet nie zorientowali się , że podobna instytucja może powstać i że jej orzeczenia staną się podstawą do wszczęcia procesu. Toteż bronili się nieudolnie, twierdząc, że ich postępowanie wypływało z pobudek patriotycznych, gdyż stan wojenny podobno uchronił Polskę przed inwazją przyjaciół, jacy otaczali nas ze wszystkich stron. Tę linię obrony Sąd Okręgowy dla m. Warszawy zakwestionował, stwierdzając autorytatywnie, że żadna inwazja nam nie groziła, a zgromadzone pod stolicą czołgi slużyć mialy szlachetnej akcji pomocy w odśnieżaniu, bo ówczesna zima była ciężka! Uzasadnienie werdyktu rozwiało raz na zawsze wątpliwości, czy stan wojenny był potrzebny, a ponieważ zdaniem Sądu nie był -skazano leciwego gen. Kiszczaka na dwa lata w zawieszeniu na pięć, co wydaje się nadmierną wiarą w postępy geriatrii.
Przy okazji wyroku przypomniał się pan Adam Słomka, przewodniczący Obozu Patriotycznego, ktory w swym nagrodzonym dwoma tygodniami aresztu wystąpieniu przypomniał, jak należy demonstrować prawdziwy patriotyzm. Jego przyklad znajduje wielu gorliwych naśladowców -niestety,do tej pory niezauważonych przez żaden sąd.
Wielu komentatorom rozprawa sądowa nie przypadła do gustu -Lech Wałęsa na przykład dość zgryźliwie zauważył, że można by na drodze sądowej rozstrzygnąć racje bohaterów przewrotu majowego z 1926 roku. Ja jednak uważam, że najwyższy czas w wymazywać białe plamy z naszej historii. Przecież za rozbiory też ktoś odpowiada! Niech no sędziowie zakaszą rękawy, niech historycy z IPN-u poszukają świadków, niech rusza machina sprawiedliwości , niech opinia publiczna i media zaspokoją uzasadnioną ciekawość - a że ucierpi nieco rozsądek ? To co, za to zarobią psychiatrzy! Od tego są.
PS. Zajrzyjcie do Wyskrobków. www.wyskrobki2.republika.pl
Drodzy słuchacze! Za sprawą szatańskich mocy wracają czasy prześladowań katolików! Już się sprzysięgły siły ciemności, by pognębić tych, którzy nie hołdując filozofii zła i żądzy doczesnych uciech wierzą w Zbawiciela i kapłanów Jego. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji i inni słudzy diabła sieją zatrute ziarna nienawiści do wszystkiego , co piękne,słuszne i potrzebne człowiekowi. Dlatego bogobojnym Polakom chcą odebrać dzieła Boże, stworzone przez świętego ojca- dyrektora Rydzyka - Radio Maryja i telewizję Trwam. Przewrotnie decyzję o nieprzyznaniu koncesji świętym mediom tłumaczą jakąś cyfrą- my wiemy, co to za cyfra. To 666- znak szatana, który jest ich duchowym przewodnikiem. Atak na wierzących trwa -po Palikocie, który walczy z krzyżem, po Owsiaku, który deprecjonuje posłannictwo Caritasu -przyszła kolej na katolickie radio i telewizję. Krajowa Rada wpisuje się w krąg nieprzyjaciół Kościoła - wkrótce zapewni poparcie inicjatywom, otwarcie nawołującym do popierania aborcji, seksualnych zboczeń i ateizmu, a wszystko to pod protektoratem rządu Platformy. Tylko patrzeć, jak na naszych oczach dojdzie do gwałtów na świętych młodziankach, jak zapłoną stosy dla wiernych, jak prześladowania dotkną tych, którzy niezłomnie trwają przy telewizji Trwam.
Z podszeptow szatana powstają nowe stacje, przeciw którym Krajowa Rada nie zgłasza zastrzeżeń. Od paru dni w internecie nadaje niejaki Walter Chełstowski, ongiś współpracownik Owsiaka tworzący w publicznej telewizji program "Róbta co chceta"- rozsadnik wszelkiego zła, który zaraził bezbożnością ogłupioną młodzież naszą. To, o czym tam się mówi, jest wprost niesłychane! Posłuchajcie sami, co nadaje codziennie o 20.30 :
http://www.ustream.tv/channel/chelstowski
Pod tym adresem wysłuchacie hymnów pochwalnych na cześć żydostwa czy muzułmańskich talibów, a autor tych słów bezczelnie chwali się swym ateizmem i zachęca do porzucenia wiary w jedynego Boga. I na to nie ma reakcji władz? W jakim kraju my żyjemy!
Ale jest w nas nadzieja, że ręka boska skaże tych grzeszników za ich bluźnierstwa, gdy pomazaniec Boży, Jarosław Kaczyński zasiądzie w prezydenckim fotelu. Wtedy pomścimy zniewagi- w imię ojca, syna i ducha św.
Ojca Rydzyka, oczywiście. Amen.
Panowie Dorn i Ziobro, w ramach troski o swój medialny wizerunek, podstawili swe oblicza przed kamery i wygłosili gorący protest przeciw ustaleniom tzw. pakietu klimatycznego, który to -ich zdaniem- jest niebywale szkodliwy dla polskich interesów. Zabrania on bowiem wypuszczania do atmosfery nadmiernej ilości gazów cieplarnianych i dwutlenku węgla, a w tej dziedzinie nasz kraj ma wielkie osiągnięcia, będąc jednym z największych w Europie producentów tych substancji. Panowie postanowili pomoc polskiej gospodarce organizując zbieranie miliona podpisów pod petycją o zmianę krzywdzących ograniczeń, uderzających ponoć dotkliwie w produkcję przemysłową.
To prawda -surowe normy, dotyczące unijnego przemysłu dla naszego zacofanego jeszcze, opartego na węglu sposobu pozyskiwania energii mocno ograniczą wzrost dochodu narodowego, ale -zastanówmy się, możliwie szybko, co nam się w dalszej perspektywie opłaci: czy chwilowe osiągnięcia gospodarcze, czy nadciągająca zagłada ludzkości, spowodowana niefrasobliwością dornopodobnych ślepcow, nie umiejących przewidywać skutków swej polityki? Panowie Ziobro i Dorn przypominają Żydów, zadowolonych ze zrobienia dobrego interesu, nie zauważając, że korzystną transakcję zrobili w pociągu jadącym do Oświęcimia.Efekt cieplarniany, jako zjawisko globalne już do nas dotarł -czy nie widać tego po średnich temperaturach, widocznej gołym okiem suszy, rozchwianiem klimatu na prawie wszystkich kontynentach? Kto wie, czy nieśmiałe próby ograniczenia ludzkiej aktywności przyniosą zahamowanie destrukcji, ale trzeba starać się ratować ludzkośc za wszelką cenę, jeśli mamy przeżyć, a jeśli walczyć- to o to, by ten oprotestowany przez naszych "patriotów" pakiet przyjęło i przestrzegało jak najwięcej państw. Aby w takich popierających ograniczenia niszczenia środowiska działaniach przejawiała się solidarność, a nie w głoszeniu haseł, których realizacja przynieść może krótkotrwale partykularne sukcesy, zakończone totalną katastrofą.
Żałuję, że tak niska jest świadomość ludzi na temat zagrożeń, które sami sobie zgotowaliśmy. Pewnie, że przyjemniej jest wysłuchiwać informacji o rosnącym dobrobycie, pnących się w górę wskaźnikach i świetlanych perspektywach - i dlatego niepokojące wiadomości z rzadka pojawiają się w telewizji. Dziś w nocy/ok.godz. 3-ciej/ zakończyła się emisja dokumentu o skutkach ocieplenia, jakiego jesteśmy świadkami. To nie był film katastroficzny, tylko rzetelna relacja naukowa. A że o trzeciej rano? No, właśnie...
Tych, którzy zwabieni przez bajkopisarza Dorna i europosła Ziobrę zechcą podpisać wypichcony przez nich "jedynie słuszny" apel - proszę : idźcie najpierw nad Wisłę sprawdzić, czy jest jeszcze woda, popatrzcie na kalendarz i termometr, a potem zastanówcie się, co chcecie uczynić. Już nawet nie dzieciom, ale -sobie!
Nie lubię okresu świąt Bożego Narodzenia, Sylwestra i Nowego Roku i czekam z niecierpliwością , by skończył się ten czas wzmożonej hipokryzji, nieszczerych życzeń składanych przypadkowo spotkanym znajomym i krewnym, którzy przez cały rok nie mieli ochoty choćby zadzwonić i zapytać o zdrowie. Nie lubię tych wymuszonych rodzinnych spotkań, sztywnych i oficjalnych, tych wigilijnych talerzy, oczekujących na wędrowców, o których z góry wiadomo, że się nie pojawią, bo ich drogi nigdy z naszymi się nie skrzyżują, tej sylwestrowej żałosnej wesołości, smutnej podwójnie dla abstynentów i groźnej dla pijanych. A nade wszystko nie lubię refleksji i podsumowań całorocznej mizerii życiowej pod hasłem "a może przyszły rok będzie lepszy..." Nie lubię, ale muszę- w ramach tradycji w takiej "zabawie" uczestniczyć.
Aż wreszcie 1 stycznia czas sztucznej wesołości mija, a Nowy Rok zwiastuje mi sygnał Eurowizji zapowiadając ustami Bogusława Kaczyńskiego koncert wiedeńskich filharmoników. Nawiasem mówiąc, to ironia losu, że zapowiada go Kaczyński, ale dobrze , że ten! I kiedy słucham muzycznych dokonań rodziny Straussów, robi mi się ciepło na duszy. Ileż to już razy sluchałem tych melodii! Pamiętam, jak będąc pacholęciem wybrzdąkałem na pianinie pierwsze takty walca "Nad pięknym, modrym Dunajem", jak w Iwoniczu-Zdroju na deptaku słuchałem straussowskich walców odrzępolonych przez zdrojową orkiestrę, jak wreszcie w stanie wojennym, 29 lat temu, po raz pierwszy w telewizji pojawiła się transmisja koncertu z Wiednia przenosząc sluchaczy z ponurego świata za oknami do przestrzeni wypełnionej radością życia. Byłem mocno zdziwiony reakcją swego wlasnego organizmu na te dźwięki, ale tłumaczyłem sobie to swym galicyjskim pochodzeniem, mocno związanym resentymentem z nieboszczką - habsburską Austrią.
Kiedy po paru latach dowiedziałem się , że nie chodziło tylko o Galicję , ale o przechowany w genach atawizm po przodkach- słucham odtąd ślicznych i prostych melodyjek wyobrażając sobie dawno zmarłych dziadów i pradziadów, którzy bawili się przy tych walcach, galopach i polkach, napisanych przez kompozytorów pełnych poczucia humoru i radości życia, którzy i teraz ,choć to aktualnie niemodne, po wielu latach przypominają, że świat jest piękny!Mimo wszystko!
Resztka mojej austriackiej krwi pozwala mi pogodnie patrzeć na niewesołą rzeczywistość, bo wiem, że jest taki kraj na świecie, gdzie powstała najpiękniejsza kolęda /Cicha noc!/, gdzie nikomu nie wypomina się pochodzenia/ wystarczy spojrzeć na nazwiska wykonawców i realizatorów koncertu !/ , gdzie żart i dowcip są od wieków w cenie, a jego flaga jest biało-czerwona. Prawie jak nasza!
Dlatego w noworoczne południe bardzo się wzruszam, zwłaszcza, gdy słyszę pierwsze uderzenia werbla : tam tadatam,tadatam, tadam - a potem już tylko wesoły marsz i aplauz rozbawionych widzów.
Więc i ja Wam życzę wiele radości w Nowym Roku. A teraz - bez zawiści -życzcie także sukcesów Schlierenzauerowi, Morgensternowi czy Koflerowi.Oczywiście-naszym też!
W drugi dzień świąt, w godzinach wieczornych, ujrzałem w polskiej telewizji coś, czego się już nie spodziewałem. Oto na ekranie pojawiła się KULTURA i SZTUKA! Wtłoczona między wyświechtane filmidła rozbłysła za sprawą Macieja Stuhra i Grzegorza Małeckiego, którzy w pięknym stylu przywoływali ducha Kabaretu Starszych Panów i odnieśli w swych staraniach bezdyskusyjny sukces.
Sprawcy tej niespodzianki wykazali, że nawet aktorzy, których dokonania kojarzą się wyłącznie z tasiemcowymi serialami/ dla chleba, panie, dla chleba!/ są jednak pełnokrwistymi artystami, marnującymi swoj talent w nijakości codziennej telewizyjnej sieczki. Że tzw. nowe aranżacje, którymi niszczono w święta tradycyjne kolędy, nie muszą być wysuwającym się na pierwszy plan źródłem muzycznego/?/ hałasu,że dobra piosenka może być zaśpiewana po polsku, że scenariusz nie musi być tak głupi , jak w"Kocham cię Polsko", a niesterowana przez animatorów publiczność wie, kiedy brawa artystom naprawdę się należą!
Całości dopełniło pojawienie się Marka Belki, szefa Narodowego Banku Polskiego, sponsora spektaklu, który z wrodzonym poczuciem humoru przyjął rolę patrona wręczającego wybite przez mennicę monety z wizerunkiem Przybory i Wasowskiego. To dobre monety, zapewniam!
Przy okazji. p.Marku! Czy nie zechciałby Pan podjąć się sfinansowania filmu o tych najwybitniejszych autorach lat minionych? Trzeba tylko zaangażować porządnego reżysera/ podobno Spielberg ma czas/, bo Starsi Panowie zasługują na równie zdolnego, jak oni twórcę! Nasi krajowi wyrobnicy produkują gnioty - tzw. komedie romantyczne albo historyczne landszafty na komputerach, a ze zderzenia z prawdziwą sztuką wychodzą potłuczeni i do takiej roboty się nie nadają.
Na koniec westchnienie -oby w telewizji podobne spektakle pojawiały się jak najczęściej - choćby raz w miesiącu. Warto będzie zapłacić abonament!
niedziela, 12 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 1 295 363
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
trochę polityki, trochę obserwacji, dużo ironii, mało śmiesznie/?/