Antoni Kopff Blog

Spotkanie

   Postanowiłem się przejść. Niedaleko- na pocztę nadać PIT-a, do sklepiku po drobne zakupy , do punktu Totka po nadzieję -matkę głupich. Zapadał wieczór, więc w pierwszej chwili nie rozpoznałem człowieka, który się zatrzymał i powiedział- Czesć, Antek! W jego głosie brzmiało zdziwienie, że nie jestem duchem, Przyjrzał mi się uważnie, a przyznać muszę , że nie prezentowałem się okazale, mając na sobie ulubiony strój kloszarda i zapytał z troską w głosie:
-Co się z tobą dzieje, co robisz? Emerytura?
Wtedy go  poznałem. Był to kolega z przeszłości, redaktor z radia, którego siedziba jest tuż za rogiem. Włodek, muzyczny dziennikarz , od lat zajmujący się jedną z ze znaczących kapel z ulubionego przez niego gatunku.
-Co robię? Nic -odpowiedziałem szczerze.-Trochę piszę,  czasem opowiadam głupoty w Superstacji, dużo sypiam i jak widzisz -spaceruję. To wszystko!
Włodek  się zdziwił.-Jak to! Ty, taki czynny człowiek, wszędzie cię było pełno- festiwale, własna telewizja, komponujesz chociaż? -dopytywał, a ja z uśmiechem tłumaczyłem mu, że te wydarzenia to czas przeszły dokonany.
Opowiedział mi o sobie.
-Wiesz, mam teraz kłopot, bo mój zespół zasłużył na kolejnego Fryderyka, a tymczasem zanosi się na to, że w roku szopenowskim statuetkę  otrzyma Behemot! Wyobrażasz sobie, figurkę wielkiego kompozytora dadzą satanistom! -wypatrywał, czy mnie to oburza, ale się zawiódł.
-Wybacz mi- stwierdziłem dość obcesowo -ale osiągnąłem ten stan ducha, że nic a nic mnie nie obchodzi, kto komu co daje, czy to sprawiedliwe, czy nie, kto ma rację i dlaczego. Jestem wolnym od podobnych dylematów człowiekiem i na starość z tego korzystam. Dlatego te sprawy, ongiś ważne -to dziś dla mnie mało znaczące drobiazgi.
Westchnął ciężko.
-A ja cały czas w tym tkwię -bo to moje życie. Przetrwałem tyle rządzących w radiu ekip, to i obecne ministerstwo propagandy mam nadzieję przetrzymać. Szkoda, że tylu kolegów z naszych lat nie przetrzymało-wiesz, nie ma nawet z kim o muzyce porozmawiać. Mam nadzieję , że się zobaczymy -powiedział bez przekonania i odszedł.
  Patrzyłem za nim, człowiekiem zawsze pełnym entuzjazmu, dziś przygaszonym i zgarbionym pod ciężarami, które sobie sam na plecy wrzucił i do tej pory nosi.  Ja zaś, pozbawiony na własne życzenie podobnego plecaka, z młodzieńczą niemal lekkością wbiegłem po schodach do punktu Totka. Przyjemnie jest odbierać wygraną i łatwiej chodzić własnymi drogami, mając przeświadczenie, że dobry los nade mną czuwa.
PS. Nowe"Wyskrobki" już są!!!