To ,co napiszę, wyda się Wam niestosowne. Przyznam się bowiem do tego, że przez wiele lat słuchając Ireny Jarockiej dziwiłem się , dlaczego - moim zdaniem- przeciętna piosenkarka cieszy się tak wielkim powodzeniem. Na początku lat siedemdziesiątych wsłuchany w dźwięki dochodzące ze świata interesowałem się inną niż wykonywana przez Jarocką muzyką -jazz, funky, początki reggae, wreszcie elektronika. Proste, rytmiczne i nieskomplikowane utwory , którymi raczyła nas piosenkarka nie poruszały mnie ani na jotę. Do czasu.
Czas ten nadszedł w roku 1978, kiedy to stłamszony życiowymi kłopotami wyjechałem na dłużej w Bieszczady. Po powrocie rozglądałem się za jakimś zajęciem i wtedy zadzwoniła Ona. -Czy nie zechciałby pan akompaniować mi na najbliższej trasie koncertowej- spytała słodkim głosem. Trudno -pomyślałem- pieniądze są mi gwałtownie potrzebne, a innych propozycji nie ma. -Zgoda. Od kiedy zaczynamy próby? -Od zaraz, wyjazd za parę dni.
Wtedy spotkaliśmy się w tzw. pracy. Irena przyniosła nuty, zebrałem kapelę i odegraliśmy ten jej nieskomplikowany repertuar.Po paru dniach "koncert"/ bo tak się do dziś nazywa estradowe chałtury/ był przygotowany.
Koniec lat siedemdziesiątych- schyłkowy Gierek. Koszmar polskiej prowincji-kłopoty hotelowe i transportowe, kiepskie nagłośnienie, brudne garderoby , żadne zarobki, ale wszędzie -wdzięczna publiczność. Jak to? -dumałem. Za co ci ludzie biją brawa i domagają się bisów? Obserwowałem artystkę i wreszcie zrozumiałem jej fenomen- ona wcale nawet nie musiała śpiewać- z niej emanowała ogromna życzliwość i dobroć, a przede wszystkim - nie bójmy się przesady -miłość do ludzi. Reszta byla pretekstem do występu. Pamiętam, jak w nieogrzanej w grudniu sali, z której wionął "zapach" mokrej odzieży widzów Irena śpiewała ubrana w swą leciutką paryską kreację, siniejąc z zimna. Widzowie w Bochni czy Wodzisławiu tego nie widzieli -dla nich na scenie pojawiał się kolorowy, rajski ptak , który sprawiał, że życie stawało się bardziej do zniesienia - więc między widownią a sceną latały gorące uczucia wzajemnej sympatii. Nie było atmosfery typu "ja jestem świetna i w dodatku z Warszawy, więc patrzcie i podziwiajcie", którą epatują niektóre współczesne "szołmenki" - Irena była skromną, miłą i życzliwą - i przez to wielką- artystką! A repertuar? Nie był najważniejszy. Zrozumiałem to po latach, kiedy sam dla niej coś tam naskrobałem.
Dziś widać jak bardzo się różniła sposobem bycia od innych artystów . Koleżeńska dla współpracowników, miła dla potencjalnej konkurencji, świadoma swych ograniczeń i przez to nie "sadząca się" na udawanie wielkiej gwiazdy. Wiem, że jej siła tkwiła w uczuciu, którym obdarzała hojnie swą publiczność i nas muzyków -miłości, o której pięknie śpiewała. Zwłaszcza w tej starofrancuskiej piosence.
Dziękuję Ci za wszystko.
Tosiek. Z ust mi to wyjales, bo wlasnie taka byla Irena. Wiesz, ze tez mialem zaszczyt jej akompaniowac na chalturach. Bylo dokladnie tak ja napisales. Kurcze, oczka m sie zamglily.... chyba sobie naleje. Twoje zdrowko.
autor Wiktor Stroinski
"O kapitanie mój, kapitanie" (Stowarzyszenie umarłych poetów N.H.Kleinbaum) - dzięki Ci za to, że tak pięknie pożegnałeś Irenę Jarocką.
autor alna
Zjawisko gwiazdy lekkiej piosenki składa się z: miłego głosu, umiejętności interpretacji wykonywanych utworów oraz urody i wdzięku. Jarocka każdego z tych składników miała sporo. Porównajmy z nią dzisiaj śpiewające dziewczątka.
autor Wiesław Poczmański
Dlaczego niestosowne Profesorze??????. Taka po prostu była.
Dzisiejsze "gwiazdy" (nie wiem z jakiego nieba) to peryferie gracji, dobrego smaku, ba.......... umiejętności śpiewania . Takie czasy.
Pozdrawiam.
autor karolasek
Była zachwycająca,urocza i pełna ciepła,które z Niej emanowało.Nie trzeba mieć głosu primadonny operowej ,by zachwycić tym czymś nieuchwytnym i ulotnym-Ona to miała .Zal -wielki zal ,ze odeszła taka anielska osoba o głosie słowika i duszy wielkiej damy-bo taką była Irena Jarocka.
autor dana
Strasznie Panu zazdroszczę Profesorze, że miał Pan to szczęście osobistego kontaktu z Aniołami naszej młodości. Proszę o więcej z tych wspomnień.
autor nalepa
Dziękuję! Piękne epitafium.
Pozdrawiam
autor mirek
Piękne wspomnienie o Jarockiej, szkoda, że tak krótko, gdyż Pan miał pełne prawo napisać więcej. Dziękuje.
autor jacek
Piękna, dobra i jednocześnie prawdziwa.Postawa akceptacji, aprobaty i uznania.Promieniowała najlepszą energią...Smutek i żal.Pozdrawiam.
autor dobrochnaa9
blog: "Tak i amen..."
Urocze, mądre, prawdziwe. Dzięki! Pozdrawiam.
autor Echa Wydarzen
blog: barnaba.bloog.pl
czwartek, 23 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 1 301 401
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
trochę polityki, trochę obserwacji, dużo ironii, mało śmiesznie/?/