Antoni Kopff Blog

Zaczarowany ogród

       Korzystam z wakacji i prawa do wypoczynku. Nade wszystko należy mi się urlop od komentowania poczynań oszołomów spod znaku ciemnej pisowskiej gwiazdy, toteż gdyby ktokolwiek chciał zapoznać się z aktualnymi opiniami na temat wygłupów bandy p.Kaczyńskiego wystarczy wejść na www.liiil.pl - tam znajdziecie komentarze podobnie jak ja myślących blogerów, pod którymi oburącz się podpisuję. A ja podzielę się z Wami moimi wspomnieniami z czasów, gdy zajmowałem się inną niż dzisiaj działalnością.

   Była jesień 1979 roku.Dostałem propozycję napisania kilku piosenek dla dzieci -a wykonawczynią tego mini-recitalu miała byc Anna Jantar. Zleceniodawcy z TV Wrocław spieszyli się bardzo, gdyż artystka miała w planie kolejny wyjazd, a rzecz całą chcieli zarejestrować jeszcze przed. Dostałem teksty, których autorką była Ewa Szelburg-Zarembina, zasiadłem do pianina i dopisałem do wierszyków muzykę. Potem wraz z Anią -niejako w ostatniej chwili -wyjechaliśmy do Katowic, gdzie w studiu  radia Katowice nagraliśmy naprędce 4 piosenki, z którymi pojechaliśmy prosto do Wrocławia. Tam już czekało studio telewizyjne. I wtedy okazało się, że materiału na zaplanowany program jest za mało -przydałaby się choć jeszcze jedna piosenka. Problem był w tym, że nie było możliwości nagrania playbacku - w studio telewizyjnym wówczas nie było do tego warunków - a przede wszystkim instrumentu: fortepianu, pianina czy jakiegoś keyboarda. Ale nagle, w kącie pod zakurzoną płachtą odkryłem , że jest tam coś, na czym dałoby się od biedy wykonać naprędce napisany utwór: była to celesta, instrument działający na zasadzie cymbałków-dzwonków, uruchamianych klawiaturą. Piekielnie zdolna Ania z takim akompaniamentem niżej podpisanego wykonała to dziełko, program został zarejestrowany, ale już się nie ukazał, gdyż Ania następnego dnia wyleciala w swoją ostatnią zagraniczną podróż, z której tragiczny powrót jest powszechnie znany. 

  W roku 1985 sprowadziliśmy się na Mokotów. Razem z Danusią chodziliśmy uroczymi uliczkami starego Mokotowa poznając sąsiadów i podziwiając wypielęgnowane ogródki. Na rogu Malczewskiego i Wejnerta stał parterowy domek -a właściwie domeczek, otoczony niebywale pachnącym ogrodem.- Tam mieszka Ewa Szelburg- Zarembina, ale jest już bardzo stara i schorowana, w ogóle nie wychodzi z domu -poinformował mnie sąsiad. Nie zdążyłem więc poznać jej osobiście -parę miesięcy później zmarła, ale ten pachnący, zaczarowany jej poezją ogród, przez kilka lat stwarzał niepowtarzalny klimat w naszym sąsiedztwie. 

 Nastały nowe czasy i polożyły kres takim uroczym zakątkom. Pewnego dnia wjechał spychacz, domek runął, a ogród zamienił się w plac budowy. Na miejscu zaczarowanego ogrodu stanął obrzydliwy blok, mosiężne tabliczki anonsowały nazwiska  nowych właścicieli, podziemny garaż połykał ich samochody przednich marek - zapach pieniędzy zniszczył woń jaśminów i macierzanki i wyrugowal z pamięci nazwisko starszej pani, której ogród tyle lat był symbolem starego Mokotowa, a twórczość znało każde dziecko. Żeby choć tablica pamiątkowa...Ale, gdzież tam!

  Pozwólcie mi zatem, proszę, by za jednym zamachem przypomnieć te dwie kobiety- panią Szelburg-Zarembinę, niepoznaną poetkę z sąsiedniej ulicy, autorkę słów do tej piosenki i Anię Jantar w ostatnim w jej życiu nagraniu.